Wspaniały jubileusz Prezesa Zygmunta Sutkowskiego

Zygmunt Sutkowski/foto by facebook

Prezes tysiąclecia - tak nazywa jest aktualnie honorowy Prezes Dolnośląskiego Okręgowego Związku Tenisa Stołowego - Zygmunt Sutkowski. Zachęcam do przeczytania wywiadu z tą niewątpliwie barwną i bardzo zasłużoną postacią tenisa stołowego w Polsce.

Andrzej Czech: Na stanowisku prezesa DOZTS spędził Pan niemal pół wieku. Jak zaczęła się pańska przygoda z ukochaną dyscypliną sportu?
Zygmunt Sutkowski: Jako nastolatek grywałem w tenisa stołowego w domu kultury Pafawag we wrocławskim Nowym Dworze i występowałem nawet w jego A-klasowej drużynie. Przede wszystkim miałem jednak ogromne zamiłowanie do muzyki i tańca, tańczyłem zresztą w Zespole Pieśni i Tańca Wrocław. Kiedy w 1956 roku zostałem powołany do służby wojskowej, znalazłem się w jednostce w Gliwicach, gdzie również trochę odbijałem.

Zobaczył to dowódca i szybko wyznaczył mnie na kierownika sekcji tenisa stołowego. Dyskusja ze starszym oficerem nie wchodziła w grę i krótkim "tak jest" zgodziłem się na tę funkcję. Później zostałem członkiem Wydziału Gier i Dyscypliny Śląskiego OZTS, uzyskałem uprawnienia sędziowskie i tak zaczęła się moja kariera działacza.

W 1963 roku zostałem skierowany do Wrocławia i z czasem nieco o tenisie stołowym zapomniałem, choć bywałem wciąż na meczach. Pewnego razu kolega z Burzy Wrocław zaproponował mi jednak zgłoszenie do Zarządu DOZTS, a dokładnie 20 października 1969 roku wybrano mnie prezesem Dolnośląskiego Związku. Funkcję tę pełnię już od 45 lat, choć ostatnie dwa lata już jako prezes honorowy. Przez ten czas nie skupiałem się tylko na swojej dyscyplinie. Przez 40 lat zasiadałem bowiem we władzach Dolnośląskiej Federacji Sportu, której byłem zresztą współzałożycielem.

Ludziom sportu i nie tylko od wielu lat kojarzy się Pan przede wszystkim z dbaniem o rozwój młodzieży. Czy właśnie na to kładł Pan nacisk od początku prezesury?
Jak najbardziej. Początki mej prezesury nie były łatwe, ale pierwsze sukcesy naszych zawodników i zawodniczek przyszły w końcu lat 70., kiedy efekt przyniosła właśnie dobrze prowadzona praca z młodzieżą. Można różnie mówić o poprzednim systemie, w tamtych latach nie brakowało jednak środków na podstawowe szkolenie i trenerów. Mnie nie interesowała polityka, ale praca z młodzieżą. Ta wykonana w latach 70. i 80. dała późniejsze olbrzymie sukcesy m.in. Odry Głoski, kierowanej przez prezesa Jerzego Wieczorka, a także reprezentacji Polski, której byłem ponad 20 razy kierownikiem.

Często podkreśla Pan, że nie tylko w tenisie stołowym, ale i w sporcie w ogóle jest obecnie wiele rzeczy, które wymagają poprawy...
Martwi mnie sytuacja sportu dzieci i młodzieży. Uprawianie sportu porzucają w wieku 18 - 19 lat medaliści mistrzostw Europy, najczęściej ze względów finansowych. Wszystko zaczyna się od góry, nie ma nadal systemu stworzonego przez rząd i ministerstwo sportu, a wielkim błędem było zlikwidowanie kadr wojewódzkich. Na szczeblu lokalnym powinien zostać stworzony okrągły stół, przy którym zasiądą władze miasta Wrocławia i Urzędu Marszałkowskiego, aby wspólnie z klubami i związkami sportowymi opracować program. Oczywiście, sport dzieci i młodzieży na początku musi być współfinansowany przez rodziców, ale nie na poziomie kadry! Nie może być tak, że prezydent i premier skaczą do góry po sukcesach, a na dole nie ma systemu i sport musi sobie radzić sam.

Niestety, we Wrocławiu nie ma już zasłużonych klubów, jak Burza, nie istnieje sekcja tenisa stołowego Ślęzy. Wielka szkoda, że tak łatwo pozwolono odejść z Polkowic czołowej polskiej zawodniczce, pierwszej w historii dolnośląskiej tenisistce stołowej na igrzyskach olimpijskich, Katarzynie Grzybowskiej, bez której drużyna znacznie obniżyła loty.

Funkcję prezesa DOZTS pełnił Pan przez cały ten czas społecznie. Czy w obecnym sporcie nadal jest to możliwe?
Rozumiem to, że obecnie zdecydowana większość osób związanych z tenisem stołowym utrzymuje się właśnie z tego, a niewielu działa już tylko społecznie. Przykładem jest mój następca Kamil Skrzypczak. Współczuję mu, gdyż prezes Sutkowski był zawsze dostępny właściwie 24 godziny na dobę i gdy teraz wygląda to inaczej, wiele osób jest niezadowolonych. Mimo to proszę jednak o wsparcie dla nowego prezesa i sam staram się mu takiego udzielać. Nadal uważam, że w związkach sportowych musi być obrany kierunek na młodych działach, którzy jednak nie będą już raczej pracowali społecznie.

Przez wiele lat na stanowisku prezesa przeżył Pan wiele pamiętnych chwil. Które wspomina Pan najlepiej?
Najlepiej wspominam lata 80., a zwłaszcza 1983 rok, kiedy w Helsingborgu reprezentacja Polski, z Andrzejem Grubbą w składzie, pokonała Szwedów, ówczesnych mistrzów świata. Byłem wtedy kierownikiem reprezentacji i życzyłbym sobie, aby nasz tenis stołowy był obecnie choć w części tak popularny i odnosił takie sukcesy jak wtedy. Poza tym jedną z najmilszych i wzruszających dla mnie osobiście chwil była uroczystość 40-lecia mojej prezesury, kiedy w Nowej Rudzie zostałem naprawdę wspaniale uhonorowany za wiele lat pracy. Doceniano mnie jednak nie tylko w kraju. Otrzymałem bowiem dyplom zasłużonego dla wspierania olimpizmu od władz MKOl z Juanem Antonio Samaranchem na czele.

Na pewno bardzo mile wspominam też coroczne bale sportowca, a mam ich na koncie już ponad czterdzieści! Są one wyjątkową okazją do spotkań ludzi sportu bez względu na dyscyplinę i zapraszam czytelników "Słowa Sportowego" do uczestnictwa w najbliższym balu na Stadionie Miejskim, już na początku stycznia.

Jakich rad udzieliłby Pan młodszym kolegom, którzy rozpoczynają działalność sportową?
Przede wszystkim działacz sportowy musi być blisko ludzi, jeździć na zawody, turnieje - przede wszystkim dziecięce i młodzieżowe. Prezesa może nie być na meczu seniorskiej kadry, ale musi być na turnieju juniorów! Kontakt z młodymi zawodnikami, poznawanie ich oraz ich rodziców jest niezwykle ważne w ich dalszym sportowym rozwoju. Sam od lat nie opuszczam niemal żadnych zawodów młodzieżowych, a dużym przeżyciem dla najmłodszych i ich rodziców jest wymyślone przeze mnie, specjalne pasowanie na tenisistę stołowego (śmiech). Ważne też, aby być obecnym w środowisku sportowym w ogóle, nie zamykać się tylko w obszarze własnej dyscypliny.

Mimo słusznego stażu na stanowisku prezesa, nie zapowiada się na to, aby zamierzał Pan zrezygnować z aktywności w świecie sportu...
W żadnym wypadku. Przede wszystkim jeden wciąż aktywny i pełen zapału do działania. Pełnię funkcję honorowego prezesa DOZTS, jestem szefem Komisji Tradycji, Historii i Wyróżnień Polskiego Związku Tenisa Stołowego i współpracę też ściśle z Zarządem Związku. Tenis stołowy to moja życiowa pasja i nie zamierzam z niej rezygnować. Moja wieloletnia działalność nie byłaby jednak możliwa bez wielkiego wsparcia małżonki Aliny oraz dzieci, którzy nieustannie dają mi motywację do dalszego działania.

Rozmawiał Andrzej Czech ("Słowo Sportowe").

Wspaniały jubileusz Prezesa Zygmunta Sutkowskiego 2015-01-07 21:54:35
Powrót

Magazyn Polski PingPong

© pingpong.com.pl 2008-2020

FULL WERSJA PEŁNA STRONY
.